Valentin Krasnogorov

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PIES

 

Dramat w 2 aktach

 

 

 

Tłumaczenie Inessa Lerner

 

 

 

 

 

 

Contacts:

 

Valentin Krasnogorov

. +7-951-689-3-689

(972)-53-527-4146, (972) 53-527-4142

e-mail: valentin.krasnogorov@gmail.com

http://krasnogorov.com/

 

Inessa Lerner

e-mail: stimil@wp.pl

 


 

 

 

 

 

 

OSOBY:

MĘŻCZYZNA.

KOBIETA.

PIES

 


 

 

 

Akt 1

 

 

Pokój gołe ściany. Stół, obszarpane krzesła, z jednej strony drzwi prowadzące gdzieś do wewnątrz. Za stołem siedzi kobieta ubrana w znoszona kufajkę, szyje wieczorową suknię, od czasu do czasu zaglądając do magazynu mody. Wchodzi mężczyzna, niesie zawiniętego w kurtce psa.

 

MĘŻCZYZNA. Dzień dobry.

KOBIETA. /Odrywa wzrok od maszyny do szycia i rzuca na mężczyznę złe spojrzenie/Dzień dobry. /znowu bierze się do szycia/

MĘŻCZYZNA. /Ostrożnie rozwija kurtkę i delikatnie opuszcza psa na podłogę. Pies ze szczeniaczą radością i ciekawością obwąchuje nieznajome otoczenie. Psa musi grać młoda aktorka lub dziewczynka. Aktorka wyraża emocje i zachowanie psa emocjami człowieka.Mężczyzna stoi czując się nieswojo, nie wie jak rozpocząć rozmowę./ Słoneczny dzień, a tak zimno. Kto by mógł pomyśleć?

 

Kobieta nie odpowiada, szyje dalej na maszynie do szycia. Mężczyzna siada, wyjmuje papierosy, chce zapalić.

 

KOBIETA. Tu nie wolno palić!

MĘŻCZYZNA. /Mężczyzna posłusznie chowa papierosy./ Proszę sobie wyobrazić jaka dziwna historia mi się przydarzyła. Siedzę sobie w domu, półtora miesiąca temu, odpoczywam. Myślę, a może pójść do sklepu wziąć coś mocniejszego? Otwieram drzwi, a tu nagle do mieszkania wbiega szczeniak, jak by tylko na to czekał, że mu otworzę. Cały brązowy, pierś biała, oczka takie mądre, uszka wiszą, po prostu zabawka i tyle, piękność a nie pies. Co tu opowiadać, ona przed Panią, śliczna prawda?

KOBIETA. /nawet nie patrzy na psa i nie odpowiada./

MĘŻCZYZNA. -Na początku pomyślałem że ktoś ją wyrzucił. Potem patrzę, na porzuconą nie wygląda. Potulna, okrąglutka, gładziutka -zupą pachnie. Myślę sobie, zanim przyjdzie właściciel pobawię się z nią. Dałem mleczka, pogłaskałem, pobawiłem się, a właściciel nie idzie. I tu do mnie dotarło, skąd on będzie wiedział ze pies jest u mnie. Wyszedłem powiesić ogłoszenia. Wszędzie:przed domem, w sklepie, na przystanku autobusowym, na słupach, że znalazłem psa . Wróciłem do domu czekam i czekam, nikt nie idzie.

KOBIETA. /Zimno bez emocji/ Podrzucili. /Dalej zajmuje się szyciem./

MĘŻCZYZNA. -Takiego miłego psa? Niemożliwe. Zgubili, jestem pewien. No, ja trochę zaczekałem i postanowiłem, jeżeli po nią nikt nie przyjdzie, to ją wykąpię. Zwierzę nie wiadomo skąd-z ulicy. Nalałem do wanny trochę cieplej wody, stawiam tam psa, a sam się boję, a jak zacznie piszczeć albo drapać...Nic podobnego. Zobaczyła wodę, powąchała, trochę liznęła i stoi sobie spokojnie patrzy na mnie. Biorę mydło i mówię: Bulka, daj łapę. I niech Pani sobie wyobrazi daje!

KOBIETA. /Leniwie zdziwiona/ Dlaczego Bulka? Co to za imię?

MĘŻCZYZNA. Nie wiem. Jakoś samo do głowy przyszło. Po-pierwsze buldog, po-drugie malutki, po-trzecie dziewczynka. I tak została Bulką. A może dlatego że woda w wannie bulgotała.

KOBIETA. To nie buldog, a bokser.

MĘŻCZYZNA. Teraz to ja wiem, ale wcześniej myślałem ze buldog. Umyłem ja :cztery łapy, plecy, zawinąłem w ręcznik i położyłem sobie na kolana, a ona zaczęła lizać mnie po twarzy. Wtedy postanowiłem ze nigdy w życiu jej nie oddam. Bulka do mnie. /Szczeniak podbiega do właściciela./ Daj łapę. /Szczeniak daje łapę./ Drugą. Ach ty moja mądrala. /Głaszczę psa , pies kładzie się u nóg właściciela./

KOBIETA. A właściciel nie przyszedł?

MĘŻCZYZNA. Dzięki Bogu./ Głaszcze psa./ Od tej pory moje życie zmieniło się nie do poznania. Niezależnie gdzie jestem-śpieszę się do domu. Otwieram drzwi, a ona na mój widok skacze jak oszalała, ze szczęścia. Ja też jestem uradowany. Kupiłem jej dywanik, miseczkę, zupki zacząłem gotować. A ona taka wesoła, bawi się, skacze i bardzo mądra. /Wyciąga z kiszeni zabawkę./ Bulka! Aport! /Rzuca zabawkę. Bulka wesoło rzuca się na zabawkę i niesie swojemu Panu./

MĘŻCZYZNA. /Bierze zabawkę, głaszcze psa i mówi zadowolony./ Wcześniej ja tych bokserów nie lubiłem, mordy brzydkie i sam widok też groźny. A dusza u nich jak się okazało-pogodna. I wcale nie brzydkie. Bulki mordka nawet mi się podoba. Może i nie piękna ale strasznie mila.

KOBIETA. Dlaczego Pan mi o tym opowiada?

MĘŻCZYZNA. A komu miałbym opowiadać?

KOBIETA. Komu Pan chce.

MĘŻCZYZNA. A Pani to nie interesuje?

KOBIETA. Nie. Mam dużo roboty. /Znowu bierze się za szycie. Pauza./

MĘŻCZYZNA. Wszyscy mi mówili, że z psem straszne kłopoty, a jaki tu kłopoty? Żadnych. Tylko radość. Prawda szybko mogą się przeziębić, no to ja jej ubranko kupiłem. Chciałem dziś założyć, ale wydawało mi się że jest ciepło, słońce oszukało. Ja ją przez całą drogę na rękach niosłem. Idę, a spod kurtki tylko oczka ciekawskie wyglądają. Śmieszne. /Głaszcze psa /Żeby tylko się nie przeziębiła. /Zdejmuje z siebie kurtkę i narzuca na psa. /Pauza./

KOBIETA. Już Pan się wygadał? /Mężczyzna milczy, kobieta odkłada szycie, otwiera gruby zeszyt i bierze długopis./ Imię?

MĘŻCZYZNA. Już mówiłem Bulka.

KOBIETA. Nie jej , Pana?

MĘŻCZYZNA. /nie chętnie./ Michał.

KOBIETA. Nazwisko?

MĘŻCZYZNA. Kowalew.

KOBIETA. Rodowód u psa jest?

MĘŻCZYZNA. Jaki jeszcze rodowód?

KOBIETA. Pies musi być zarejestrowany na Pana nazwisko.

MĘŻCZYZNA. Nie ma u mnie żadnej rejestracji. Po co?

KOBIETA. Takie są przepisy. A może Pan cudzego psa przeprowadził? Adres?

MĘŻCZYZNA. Proszę zaczekać, niech Pani nic nie piszę, może coś wymyślimy...Proszę zobaczyć jaka śliczna! A jaka potulna!

KOBIETA. Wszystkie boksery są potulne.

MĘŻCZYZNA. A jaka mądra, wprost zadziwiające. Opowiem jedną historie, nie uwierzy mi Pani. Pewnego razu szedłem z nią....

KOBIETA. Nie chcę słuchać żadnej historii. Ja z psami nie pierwszy dzień pracuje, sama wszystko o nich wiem.

MĘŻCZYZNA. Ale proszę posłuchać.

KOBIETA. Nie chcę, nie lubię pustego bełkotu!

MĘŻCZYZNA. Czemu Pani jest taka zła?

KOBIETA. Jestem jaka jestem. /znowu bierze długopis./

MĘŻCZYZNA. Bardzo szkoda że taka.

KOBIETA. /Agresywnie/ Czy ja Panu ubliżyłam?

MĘŻCZYZNA. Nie. No...

KOBIETA. Może ja nie przestrzegam przepisów?

MĘŻCZYZNA. Nie. No...

KOBIETA. Może ja przytrzymuję Pana swoimi głupimi opowieściami?

MĘŻCZYZNA. Nie, tu wszystko w porządku, ale..

KOBIETA. Czy według Pana powinnam zaproponować herbatkę z ciastem i dziękować za wizytę? /Ironiczni./Dziękuje Panu bardzo, proszę zaglądać do nas częściej, dostarczył mi Pan wiele radości!

MĘŻCZYZNA. /wycofując się./ Nie rozumiem, dlaczego Pani się denerwuję? Ja przecież tak, po prostu.

KOBIETA. /W milczeniu przysuwa do siebie zeszyt/ Adres?

MĘŻCZYZNA. Może oddać ją do hodowli psów? Proszę nie myśleć, ona jest wytresowana! /Daje komendę./ Bulka! Siad! /Bulka radośnie podskakuje i kreci ogonem./ Bulka, mówię siad! /Bulka lgnie do Pana, zagląda mu w oczy i chce zrozumieć komendę./

MĘŻCZYZNA. /przepraszającym tonem mówi do kobiety/ Głuptasek, nie rozumie, malutka jeszcze. Siad! /Bulka siada i z uwielbieniem patrzy na swojego Pana/.

MĘŻCZYZNA. /dumnie kontynuuje./ /Proszę zobaczyć jak siedzi: łapy prosto, głowa w bok. Rasowy pies!

KOBIETA. /długo patrzy na psa//Tak. Rasowy.

MĘŻCZYZNA. Będzie miała medale. Hodowca ją weźmie.

KOBIETA. Nie weźmie.

MĘŻCZYZNA. A Pani wszystko wie, dlaczego nie weźmie?

KOBIETA. Rodowodu nie ma. I w ogóle żadnych dokumentów.

MĘŻCZYZNA. I co z tego? Rasę i tak widać. Ona przecież nie hrabina, a pies. Po co jej rodowód?

KOBIETA. Musi być.

MĘŻCZYZNA. Pies też nie może bez papierka?

KOBIETA. Nie może.

MĘŻCZYZNA. Dlaczego?

KOBIETA. /Ciężko wzdycha./ Psiarz z Pana żaden. Nie weźmie jej hodowca.

MĘŻCZYZNA. Co, tam nie ludzie, czy jak?

KOBIETA. W tym sęk, że ludzie!

MĘŻCZYZNA. /Pauza./ No to może ją gdzieś do ochrony, lub do stróżowania?

KOBIETA. Tam biorą tylko owczarki i to psy, a Pan ma sukę.

MĘŻCZYZNA. /Mężczyzna w milczeniu wyjmuje papierosy/

KOBIETA. Tu nie wolno palić!

MĘŻCZYZNA. Przepraszam! /chowa papierosy/

KOBIETA. Dlaczego Pan ją tu przyprowadził? Żona nie chce?

MĘŻCZYZNA. Nie, ja sam mieszkam.

KOBIETA. A dlaczego?

MĘŻCZYZNA. A tak, po prostu. Żona odeszła i dzieciaki ze sobą zabrała .

KOBIETA. Tak nagle, wzięła i odeszła?Co Pan jej takiego zrobił?

MĘŻCZYZNA. A niech ją..., złego o niej nie chcę mówić, a dobrego nie ma co powiedzieć.

KOBIETA. Naprawdę nie ma...?

MĘŻCZYZNA. Nie będziemy o niej mówić, dobrze?

KOBIETA. I jak Pan teraz?

MĘŻCZYZNA. A tak, sam mieszkam. Jedną istotę teraz mam na świecie, Bulka chodź do mnie. /Głaszcze psa/

KOBIETA. To trzymaj Pan szczeniaka przy sobie.

MĘŻCZYZNA. A pracować jak?

KOBIETA. Wszyscy pracują. Pies w tym nie przeszkadza.

MĘŻCZYZNA. To zależy gdzie się pracuje. Ja na przykład na kolei pracuję, cały czas jestem w trasie.

KOBIETA. Do tej pory jakoś się udawało.

MĘŻCZYZNA. No tak , jakoś.Na początku wziąłem urlop trzy tygodnie uzbierałem, potem miałem szczęście, podłapałem przeziębieniewziąłem chorobowe. Ale w końcu musiałem iść do roboty, nic nie zrobisz, co prawda jechać póki co odmówiłem. Przeszedłem do pracy remontowej, ale to nie jest wyjście. Szczeniak w domu sam piszczy, wyje, sąsiedzi krzyczą, skarżą się, odgrażają że ją zabiją. /milczy/ I mogą zabić, Pani wie jacy są ludzie.

KOBIETA. Już ja to wiem!

MĘŻCZYZNA. /Milczy/Co mam zrobić po prostu nie wiem.

KOBIETA. To tylko na początku ciężko, potem, jak pies dorośnie, nauczy się być w domu sam.

MĘŻCZYZNA. Ale ja nie mogę ciągle na remontach pracować. Muszę jechać w trasę. Brygada niezadowolona. Mówią, albo wracaj i pracuj jak wszyscy, albo się zwolnij. Muszę się zdecydować, wyjścia nie ma.

KOBIETA. A dlaczego na czas wyjazdu nie oddać komuś psa?Nie wierze, że nikt nie weźmie na dzień-dwa.

MĘŻCZYZNA. Gdyby na dzień-dwa, a jak na miesiąc? Albo i na trzy.

KOBIETA. Na trzy miesiące? Takich tras nie ma. Za ten czas można do około świata objechać.

MĘŻCZYZNA. Są i takie. Ja na wagonach-chłodniach pracuję. Pilnuję żeby wszystkie mechanizmy były w normie i chłodnia działała bez zarzutu.

KOBIETA. Ale dlaczego trasy są aż tak długie?

MĘŻCZYZNA. Inaczej się nie da. Na przykład ładujemy w Murmańsku rybę i jedziemy z nią do Krasnodaru, tam ją zdajemy i ładujemy owoce i w drogę, na Ałtaj, zdajemy owoce, załadowujemy mięso i kurs na Moskwę i tak ciągle. Nieraz po pól roku domu nie widzimy. Gdzie tu jeszcze psa mieć?

KOBIETA. A znajomym Pan proponował?

MĘŻCZYZNA. Nikt nie chce. Albo mieszkanie za małe, albo na lato wyjeżdżają. Wszyscy zajęci od rana do wieczora, żyją w ciągłym biegu...

KOBIETA. Teraz nikt na nic nie ma czasu.

MĘŻCZYZNA. Jeden chłopiec z podwórka prosił: Daj mi, daj mi psa.Oddałem. Był taki szczęśliwy, aż nie chciał wierzyć, cały promieniował.

KOBIETA. No i co?

MĘŻCZYZNA. Jego matka nie pozwoliła, oddala z powrotem. Mówiła że będzie w nauce przeszkadzać, a chłopczyk stoi za jej plecami i płacze./ pauza/ Poszedłem z Bulką do swojej siostry-ona dawno marudziła ze chce psa. A ta głupia odmówiła. Wie Pani dlaczego?Nigdy w życiu Pani nie zgadnie. Powiedziała ze pudelka królewskiego by wzięła, a boksery już nie w modzie. Co Pani na to? Słyszysz Bulka, ty już nie w modzie, pudla jej dawaj i to nie byle jakiego-królewskiego.

KOBIETA. Boksery naprawdę już nie modne.

MĘŻCZYZNA. Bulka przecież nie sweter, nie sukienka jakaś./ wali pięścią o stół/ Czy może być moda na żywą istotę? Na żywą! A może ja i Pani też już nie w modzie?/palcem pokazuje na czasopismo mody/ Co tam w tych modnych czasopismach z obrazkami piszą? Może nas też trzeba zutylizować?

KOBIETA. /odsuwa magazyn / Ciszej, ciszej, co Pan tak krzyczy ?

MĘŻCZYZNA. /mężczyzna wyciąga papierosy/

KOBIETA. Tu nie wolno palić.

MĘŻCZYZNA. /chowa papierosy. Pauza./ Męczyłem się męczyłem, no i odwiozłem Bulke w zeszły wtorek, na drugi koniec miasta i zostawiłem. Pomyślałem, może ktoś ją weźmie. Wróciłem do domu, sam ledwie nie ryczę, naprawdę. Patrze na jej miseczkę, na piłeczkę, którą ona się bawiła, i tak mi się smutno zrobiło...Minęły trzy dni, słyszę do drzwi ktoś drapie. Otwieramona!Chuda, zmęczona...a na mój widok, psia mać, tak się ucieszyła, zaczęła skakać, szczekać.... /Bulka wyczuwając ze mówią o niej, podskakuje, kręci ogonem i lgnie do Pana. Mężczyźnie drży głos/A jutro w trasę...

KOBIETA. /z nieoczekiwaną złością/No dobrze obywatelu, nie róbmy tu scen pożegnalnych. Ja tu z nudów nie umieram.

MĘŻCZYZNA. Czy ja Pani przeszkadzam, czy co?

KOBIETA. /zło/Nie, Pan mi pomaga!Zdaje Pan psa czy nie?

MĘŻCZYZNA. /zdenerwowano/Sama jesteś psem! Tylko szczekasz i szczekasz, za chwile ugryziesz... Naprawdę jak pies. /spotkał złe spojrzenie kobietykontynuuje trochę łagodniej/Przepraszam, ale innych słów dla Pani nie mogę znaleźć.

KOBIETA. Nie szkodzi. Nie uważam tego za obrazę. Ale, jeżeli Pan jeszcze raz pozwoli sobie na takie słownictwo, to długo tu nie zostanie. Pan jest w miejscu publicznym, a nie u siebie w domu. /milczą/Czy długo tak będziemy siedzieć? Tam na korytarzu chyba kolejka się zebrała.

MĘŻCZYZNA. Przecież trudno mi się zdecydować, tak ciężko to zrozumieć?

KOBIETA. Jeżeli trudno, to nie trzeba było przychodzić. Ludzie na korytarzu czekają, a Pan tu bla-bla-bla...

MĘŻCZYZNA. Kiedy ja wchodziłem tam nikogo nie było.

KOBIETA. Wtedy nie było, a teraz pod koniec pracy mogą przyjść.

MĘŻCZYZNA. Nie ma Pani serca!

KOBIETA. Nic na to nie poradzę, taka się urodziłam.

MĘŻCZYZNA. Nie zaszkodziło by Pani mieć odrobinę duszy.

KOBIETA. Po co?

MĘŻCZYZNA. /z nieukrytym zdziwieniem/Po co Pani dusza?

KOBIETA. Tak.

MĘŻCZYZNA. Co za pytanie?

KOBIETA. A Pan ma duszę?

MĘŻCZYZNA. Jeszcze jedno dziwne pytanie. A Pani na przykład...

KOBIETA. /przerywa/Mnie to nie dotyczy. Kto szczeniaka oddaje ja czy Pan?

MĘŻCZYZNA. /nie odpowiada /

KOBIETA. Zostawmy tą pustą rozmowę na temat serca i w ogóle...To znaczy ze ten pies nie jest zarejestrowany?

MĘŻCZYZNA. Nie.

KOBIETA. /z zadowoleniem /No to ja go nie mogę przyjąć.

MĘŻCZYZNA. Dlaczego?

KOBIETA. Nie wolno. Najpierw trzeba zapłacić mandat za nielegalne trzymanie zwierzaka, a potem już zapraszam do mnie. Z dowodem wpłaty./ zamyka zeszyt /

MĘŻCZYZNA. /zagubiony /A gdzie mam zapłacić?

KOBIETA. Proszę do trzeciej lecznicy weterynaryjnej.

MĘŻCZYZNA. /rozdrażniony /Lecznice, mandaty, wpłaty, czego tylko nie wymyślą! Tylko żeby ludziom stwarzać problemy!

KOBIETA. /nie odpowiada /

MĘŻCZYZNA. A mogę Pani zapłacić?

KOBIETA. Ja nie pobieram opłat.

MĘŻCZYZNA. Dwa razy więcej. Proszę wziąć, reszty nie trzeba./ dostaje pieniądze /

KOBIETA. /z uśmiechem /Jaki Pan jest szczodry!

MĘŻCZYZNA. /zaniepokojony /Co, mało? Mogę dopłacić./ znów sięga do kiszeni /

KOBIETA. Już powiedziałam nie trzeba.

MĘŻCZYZNA. Ale jaka różnica komu płacić?

KOBIETA. Dla mnie duża.

MĘŻCZYZNA. Nie chcę mi się jeszcze gdzieś chodzić.

KOBIETA. To już Pana sprawa.

MĘŻCZYZNA. A bez dowodu wpłaty Pani jej nie weźmie?

KOBIETA. Nie.

MĘŻCZYZNA. /wzdycha /No to gdzie ta lecznica?

KOBIETA. /niechętnie /Bardzo blisko, w domu o bok.

MĘŻCZYZNA. I tak nie pójdę. Lepiej dam Pani do rąk własnych./ wyciąga paczkę pieniędzy /

KOBIETA. /ironicznie/O, gdybym miała tyle pieniędzy, to już dziś wieczorem byłabym znowu mężatką.

MĘŻCZYZNA. A Pani nie ma męża?

KOBIETA. Nie.

MĘŻCZYZNA. /na chwilę zamyśla się, twarz mu jaśnieje /Niech mnie Pani posłucha./ radośnie/Może Pani weźmie Bulke do siebie, do domu? Nie będzie tak smutno.

KOBIETA. Ja myślałam że Pan zaproponuje siebie.

MĘŻCZYZNA. /pierwszy raz patrzy na kobietę z zainteresowaniem. Zalotnie./ Jestem gotów, choćby w tej chwili.

KOBIETA. Tak po prostu, od razu?

MĘŻCZYZNA. A na co czekać, jutro w trasę.

KOBIETA. Czego nie zrobisz dla psa?

MĘŻCZYZNA. Dlaczego dla psa? Dla siebie też.

KOBIETA. Ja przecież nie mam serca.

MĘŻCZYZNA. Charakter Pani ma, to prawda. Ale zaryzykować można.

KOBIETA. Śmiałek się znalazł. Nic go nie wystraszy.

MĘŻCZYZNA. A czego się bać? Na gorszą od byłej żony i tak już nie trafię.

KOBIETA. Widać, mocno Pan ją kochał. Nie może Pan zapomnieć.

MĘŻCZYZNA. -Tak naprawdę, to nic w niej takiego złego nie było. Żona jak żona. Wytrzymać można. Marudzić co prawda lubiła, ale ja i tak na to nie reagowałem. A tego że odeszła /uderza pięścią w stół /nigdy nie wybaczę!/Bulka wystraszona podskakuje.

MĘŻCZYZNA. ją uspokaja/Siedź, siedź moja malutka, nie bój się./ Pies siada o bok Pana./

KOBIETA. Dlaczego odeszła?

MĘŻCZYZNA. To jej trzeba zapytać. Nie wiem czego jej brakowało. Dom miała-wszystko w domu. Zamki, krany, drzwi wszystko sprawne. Wszędzie gdzie nie spojrzysz -półeczki, antresole szafki, wszystko sam robiłem. A pieniądze?Ja za miesiąc tyle zarabiam, że inny za rok nie zarobi.

KOBIETA. Skądżesz takie dochody?Niemożliwe, że kolej aż tyle płaci?

MĘŻCZYZNA. No tak, doczekasz się od nich...Sam kombinuję.

KOBIETA. Jak to?

MĘŻCZYZNA. No na przykład, ładujemy w Murmańsku rybę, i dla siebie też zostawiamy. Tonę lub dwie.

KOBIETA. Dla kogo, dla siebie?

MĘŻCZYZNA. No wiadomo, chłopaki z chłodni. Przywieziemy rybkę do Stawropola, a tam ją szybko wyprzedamy, ładujemy owoce i jedziemy na Sybir, też sprzedamy, no i tak kręcimy pomału.

KOBIETA. Jednym słowem, na chleb starcza.

MĘŻCZYZNA. I nawet z masłem. Żeby do naszej brygady trafić, niezłą kasę mi proponują. A ja jeszcze myślę, wziąć człowieka czy nie.

KOBIETA. To nieźle Pan się ustawił.

MĘŻCZYZNA. Inaczej teraz nie przeżyjesz, niech Pani nie myśli że wszystko tak lekko i łatwo. Problemów też wystarczy. Żeby dostać dobrą trasę trzeba nieźle się nakombinować. Samo nic się nie robi. Nieraz przyjedziemy na stację, a tam trzy tygodnie nikt cię nie rozładowuje. Naczelnik chodzi, jak by w ogóle nie zauważał. Patrzy gdzieś w bok, w siną dal. Nie nasmarujesz-nie pojedziesz. Autentycznie. Naczelnikowi też trzeba jego część dać...Ja już na chłodniach pracuje lat, wszędzie swoi klienci. Dla tego moja brygada mnie się trzyma.

KOBIETA. A oni co małe dzieci? Sami nie potrafią?

MĘŻCZYZNA. Gdzie im beze mnie? Głowy do tego nie mają. Na przykład:Stoimy nie tak dawno na jednej stacji. W Dagestanie. Poszedłem zapytać co i jak. A moi chłopcy wyczaili na torach cysternę z koniakiem. Wzięli bidon od mleka, tak na czterdzieści litrów, my go celowo ze sobą wozimy, akurat na takie okazje, no i poszli nalewać. Wszyscy, nawet stróża przy wagonie nie zostawili. Ja im tysiące razy powtarzałem: wagonu bez ochrony nie zostawiać...

KOBIETA. Chwileczkę, ja nie rozumiem, jak to nalewać?

MĘŻCZYZNA. No, sposobów jest dużo...I wagon oplombowany i bidon pełny. Zero problemu. Nie o to chodzi. Już wracali z pełnym, ja tez już wróciłem, a wagonu naszego nie ma.

KOBIETA. Jak to nie ma?

MĘŻCZYZNA. A tak, zwyczajnie. Nie ma. Tu-tu. Zaczęliśmy go szukać, cudem odnaleźliśmy nasz wagon po dwóch kilometrach. A obok stoi ciężarówka i z naszego wagonu mięso jakieś pijaczki ładują. No to chłopaki wzięli kawałek szyny i odbili wagon. Ale ciężarówka z mięsem odjechała, a póki się bili o wagon, bidon z koniakiem zniknął. A Pani mówi -małe dzieci.

KOBIETA. Dziwny macie porządek.

MĘŻCZYZNA. Normalny.

KOBIETA. Pana chłopaki tez są dziwni.

MĘŻCZYZNA. Normalni chłopcy, tylko bardzo narwani.

KOBIETA. A Pan?

MĘŻCZYZNA. A ja im w niczym nie mogę ustąpić. Przecież ja tam jak przywódca zgrai, jeżeli nie będę silniejszy od nich-od razu wygryzą. /pauza/

KOBIETA A co Pana żonie nie podobało się?

MĘŻCZYZNA. Co? /Trochę zamyśliwszy się/Jej strasznie nudno było. Ja pracuje jak wielbłąd, a jej nudno.Czy Pani wie ile ona miała sukienek przeróżnych i innych szmatek? Jeżeli to wszystko pozbierać i do pieca wrzucić, cała zimę można dom ogrzewać. A żona swoje:Rzucaj prace i rzucaj

KOBIETA. Jej się nie podobało, że Pana tak długo nie było?

MĘŻCZYZNA. To też. A kiedy bylem w domu, nie uwierzy Pani, nie pozwoliła mi z kolegami grać w domino. Mówiła ze dzieci ojca nie widzą..., a ja co..

KOBIETA. /przerywa go/A dzieci są duże?

MĘŻCZYZNA. Teraz już duże. Starszy szkolę skończył, a córka w liceum, nie w gimnazjum..

KOBIETA. /zamyślona/Jasne.

MĘŻCZYZNA. Nie potrafiła czekać, być wierną.../ głaszcze psa/Proszę, nich Pani popatrzy na nią, rękawica z uszami, ledwie co od ziemi widać, a wierna mi jest że aż.... A Pani mówi -żona.

KOBIETA. Ja nic nie mówię.

MĘŻCZYZNA. /ścisnął pięści /Krowa...Jej szczęście że zniknęła z oczu. Przyłapał bym ją z kimś. Zabił bym na miejscu./ milczy/Ale Bóg z nią. Tę kartkę w swoim życiu ja już dawno przewróciłem i nie chcę do tego wracać. Lepiej niech Pani o sobie opowie. Dlaczego Pani nie ma męża?

KOBIETA. Tak po prostu o wszystkim opowiedzieć?

MĘŻCZYZNA. A dlaczego nie?

KOBIETA. Ja obcym ludziom nie opowiadam o sobie.

MĘŻCZYZNA. No po prostu jeż, kłuje i kłuje.

KOBIETA. Już jaka jestem./ milczy/Zdaje Pan psa?

MĘŻCZYZNA. /drżącymi rekami wyciąga papierosy i znów je chowa do kieszeni/Proszę powiedzieć, a ona nie będzie się męczyła?

KOBIETA. Nie, to nie boli. Uderzenie prądem i koniec.

MĘŻCZYZNA. /patrzy na psa. Pies zobaczył wzrok Pana, radośnie kręci ogonem/

KOBIETA. /bierze długopis i przyciąga do siebie zeszyt /

MĘŻCZYZNA. /zaniepokojony /Co Pani tam pisze?

KOBIETA. Rejestruję przyjęcie zwierzaka.

MĘŻCZYZNA. /zamyka jej zeszyt/Niech Pani zaczeka, gdzie Pani tak się spieszy? To dla Pani tylko zwierzak. A ja przez tego psa, jeśli Pani chce wiedzieć, stałem się człowiekiem. Jestem teraz komuś potrzebny, a najważniejsze, że ona mnie kocha nie za pieniądze, nie za stanowisko, nawet nie za dobroć, a tak po prostu. Kocha i koniec! A jak ona na mnie czeka, do domu chce się wracać. Włączę telewizję, a ona w nogach leży taka ciepła okrąglutka. Tak razem sobie oglądamy. Nawet rzuciłem picie. Czy Pani rozumie, że ja dla niej jak Bóg, ja dla niej wszystko....I co, oddawać ją pod prąd? /pauza/

KOBIETA. No to proszę zaczekać. Pomyśleć dzieńdwa. Może jeszcze Pan znajdzie wyjście.

MĘŻCZYZNA. Nie mogę dłużej czekać. Ja już i tak wykręcam się jak mogę: urlop brałem, prosiłem o zastępstwo, znajomych błagałem u mnie w mieszkaniu zamieszkać, póki jetem w trasie. Więcej nie mam siły.

KOBIETA. Wtedy zdawaj Pan i koniec.

MĘŻCZYZNA. A jak ja mam żyć bez niej? Wrócę z pracy, a w domu cicho jak w grobie. Nikt nie czeka, nie łasi się./ Za ścianą cicho słychać wycie. Bulka niepokojąco patrzy po bokach, cicho piszczy i wtula się w nogi właściciela.

MĘŻCZYZNA. zaniepokojony wsłuchuje się /Co to?

KOBIETA. /niechętnie /Psy wyją.

MĘŻCZYZNA. Co za psy?

KOBIETA. Odłowione.

MĘŻCZYZNA. Przez kogo? Gdzie? Po co?

KOBIETA. Są takie służby. Odławiają w nocy bezpańskie psy i dostarczają tu. Pan o tym nie wiedział?

MĘŻCZYZNA. Pani je zabija?

KOBIETA. /zła /Nie, wiążemy różowe wstążki i wyprowadzamy na spacer do miejskiego parku.

MĘŻCZYZNA. /pauza/A co robią z zabitymi psami?

KOBIETA. Składują w trupiarniach i odwożą do utylizacji. Skóry na futro, a tusze na mięsno kostną mączkę. Mówią że to dobra karma dla kurcząt. Ma bardzo dobre właściwości i jest zdrowa.

MĘŻCZYZNA. /bierze psa na ręce i przytulia do siebie. Wycie nadal trwa/Jak dużo ich łowią?

KOBIETA. Do dziesięciu sztuk przez noc.

MĘŻCZYZNA. A skąd ich aż tyle biorą?

KOBIETA. /cicho/Nie wie Pan? Na przykład komuś przeszkadza pies, właściciel wiezie psa jak najdalej od mieszkania i zostawia, a może ktoś znajdzie i weźmie go do siebie. /mężczyzna chowa wzrok/A wieczorem wyjeżdża specjalistyczny samochód i hycel siecią odławia bezpańskie psy, za każdego psa ma swoja prowizję../ wycie nasila się /

MĘŻCZYZNA. Czemu one tak wyją? /KOBIETA. nie odpowiada/One nie od razu zostają zabite?

KOBIETA. Te, które właściciel przyprowadziłod razu. A te, które zostały odłowione, trzymamy trzy doby.

MĘŻCZYZNA. Po co?

KOBIETA. Takie są przepisy.

MĘŻCZYZNA. /wsłuchuje się w wycie/Karmią je tu?

KOBIETA. /ze smutnym uśmiechem/Czym?

MĘŻCZYZNA. Dlaczego Pani tak długo je męczy?

KOBIETA. Dajemy możliwość właścicielowi odnaleźć zgubionego psa.

MĘŻCZYZNA. I co, odnajdują?

KOBIETA. A jakże. Wszyscy są szczęśliwi i ludzie i psy. /pauza/Przepraszam, jestem zmęczona od tych rozmów. Pracy też mam dużo. Dawaj Pan zwierzaka. /bierze psa za smycz i odprowadza do wewnętrznych drzwi.

MĘŻCZYZNA. w szoku patrzy za nimi/

MĘŻCZYZNA. /ocknął się/Proszę zaczekać, dokąd to z Bulką ?

KOBIETA. Dokąd, a dokąd Pan ją przyprowadził.

MĘŻCZYZNA. Donikąd jej nie przyprowadziłem, po prostu chciałem dowiedzieć się co i jak...

KOBIETA. Dowiedział się Pan? /chcę wyprowadzić psa/

MĘŻCZYZNA. Nie! /wyrywa smycz/

KOBIETA. /nie wypuszczając psa/Rozmowy tu nie pomogą, jeżeli Pan się zdecydował to nie ma co przeciągać.

MĘŻCZYZNA. Mówię że nie! /wyrywa smycz/Bulke na mączkę kostną nigdy w życiu.

KOBIETA. /szybko/Jak Pan chcę. To wtedy do widzenia. /popycha mężczyznę do drzwi/

MĘŻCZYZNA. A trochę szacunku można?

KOBIETA. Idź Pan, idź.

MĘŻCZYZNA. Może Pani być spokojna -wychodzę. Tu tylko Pani może siedzieć przez cały dzień, a ja nie mam siłybrzydzę się!

KOBIETA. Idź Pan już.

MĘŻCZYZNA. I pójdę. A ty popatrz na siebie, nie wstyd ci takiej roboty się trzymać? Ileś ty psich dusz zgubiła?

KOBIETA. /zachowuje się tak jakby dostała po twarzy, ale nie odpowiada.

MĘŻCZYZNA. mówi dalej/

MĘŻCZYZNA. Ja tylko chcę zrozumieć, dlaczego Ty tu siedzisz?Dla jakich zarobków? Napiwki bez kwitka zbierasz, czy kołnierze z psiego futra szyjesz? Co milczysz?

KOBIETA. Idź z Bogiem po dobroci.

MĘŻCZYZNA. Powiedz, nie wstyd ci przyznać się gdzie pracujesz? A? Zobacz jak ty wyglądasz, wydra, wściekła wydra. Ty chociaż pamiętasz, że kiedyś byłaś człowiekiem?

KOBIETA. /zła/Wszystko już powiedziałeś?

MĘŻCZYZNA. /odchodząc/Nie, jeszcze nie wszystko.

KOBIETA. Sam pójdziesz czy Ci pomóc?

MĘŻCZYZNA. Nie chcę na Ciebie patrzyć! Tfu! Bulka chodź! /wychodzi z psem/

KOBIETA. /krzyczy w plecy/Nie zapomnij zarejestrować psa, trzecia lecznica, w domu naprzeciw. /Cisza.

KOBIETA. wolno wraca do stołu, długo myśli o czymś swoim, otwiera zeszyt, czyta to co tam napisano. Zakłada duże czarne gumowe rękawice i wychodzi do wewnętrznego pokoju. Za jakiś czas słychać szmery, spada napięcieświatła gasną, słychać krótki pisk psa. To wszystko powtarza się trzy razy.

KOBIETA. wraca jeszcze smutniejsza niż była. Zdejmuje rękawice , siada i zaznacza w zeszycie trzy kreski, potem wyciąga papierosa i zapala./ Koniec I aktu.

 


 

 

 

Akt II.

 

Kobieta nie schodzi ze sceny w czasie przerwy. Wypaliła papierosa i znowu bierze się za szycie. Wchodzi mężczyzna, sam, bez psa. Kobieta patrzy na niego wrogo. Milczą.

 

KOBIETA. Gdzie jest pies?

MĘŻCZYZNA. Tu, za drzwiami.

KOBIETA. Kiedy będzie Pan ją topić, proszę nie zapomnieć przywiązać na szyje kamień, psy bardzo dobrze pływają. /Mężczyzna nie odpowiada /Po co Pan wrócił?

MĘŻCZYZNA. Dlaczego Pani tak ze mną rozmawia, jakby o coś oskarżała?

KOBIETA. Oskarżała?Przeciwnie, daje Panu dobrą radę.

MĘŻCZYZNA. Dziękuje.

KOBIETA. Proszę.

MĘŻCZYZNA. /Siada na skraj krzesła /Pomyślałem , jeżeli Pani mieszka sama , to może pani weźmie ją do siebie?

KOBIETA. Nie, nie mogę.

MĘŻCZYZNA. Dlaczego? Ona jest śliczna, Pani zobaczy. Nie szczeka, nie rozrabia, większej pielęgnacji nie wymaga. Trzeba dać jej trochę mięsa, marchwi tartej, no i na spacer razy wyjść. Już ona będzie taka wdzięczna że Pani nie pożałuje.

KOBIETA. Proszę posłuchać.

MĘŻCZYZNA. /przerywa /Ja też nie będę dłużny. Jeżeli Pani ma problem, z pieniędzmi na przykład, jestem gotowy zapłacić, ile będzie trzeba. Tylko proszę jej kupować wszystko co najlepsze. A jak ja będę w mieście, mogę wziąć ją do siebie.

KOBIETA. Powiedziałam że nie mogę. I w ogóle, po co tak się martwic? Przecież to tylko pies!

MĘŻCZYZNA. Łatwo tak mówić. W tej robocie Pani całkiem znieczulicy dostała. Nic już Pani nie ruszy. A u mnie serce nie z kamienia.

KOBIETA. O sercu ja już słyszałam.

MĘŻCZYZNA. Pani mówiła że nie ma po co się martwic...Sam o tym wiem. Jeżeli tak na to patrzeć, to po co mi pies? To ona mnie potrzebuje karmić, pielęgnować, wyprowadzać, po co mi to? Tylko problemy.

KOBIETA. Sam pan widzi.

MĘŻCZYZNA. Ale mimo wszystko. Kiedy z żoną się rozstałem mniej przeżywałem, naprawdę. A i nie było czego żałować. Przecież sam potrafię gotować, sprzątać, prasować w drodze wszystkiego się nauczysz.

KOBIETA. Według Pana żona jest potrzebna tylko do sprzątania?

MĘŻCZYZNA. /Nie odpowiada na sarkazm kobiety, kontynuuje swoje myśli na głos /Dziwne to jest. Przez cale życie starałem się żeby było jak najlepiej, a jednak coś nie tak. Pracowałem, kręciłem się, wszystko ciągnąłem do domu jak mrówka, a szczęścia nie ma. Gdzieś jest pęknięcie przez to wszystko tracę. A przecież wcześniej byłem zadowolony. A teraz nie wiem czego mi brak. Może psa?

KOBIETA. /trochę łagodniej niż wcześnie/Pan naprawdę jest aż tak przywiązany do Bulki?

MĘŻCZYZNA. /ironicznie/Nie, maskuję się. Proszę mi powiedzieć co mam robić.

KOBIETA. /wzrusza ramionami, włącza czajnik/Skąd mam wiedzieć.

MĘŻCZYZNA. Ja tez nie wiem.

KOBIETA. A może zmienić robotę? Dlaczego Pan nie chcę odejść z kolei?

MĘŻCZYZNA. Dokąd? Przecież ja nic innego nie robiłem. Przez cale życie na kolei.

KOBIETA. Ale chłodnie są nie tylko na kolei, są też w fabrykach, w sklepach, o domowych lodówkach już nie mówię. Niemożliwe żeby Pan nie znalazł pracy.

MĘŻCZYZNA. A wysługę lat za pracę na kolei, niech szlag trafi, ja mam premie, bonusy najróżniejsze A do tego jeszcze praca niezbyt ciężka, wymienię raz w tygodniu uszczelkę, a przez resztę czasu siedzę sobie w ciepłym gronie kolegów i gram w karty. Pociąg jedzie praca idzie. Sanatorium na kółkach. Co prawda na stacjach trzeba się pokręcić, ale to już własny interes, do swojej kieszeni wkładamy i to niemało, ja już tłumaczyłem. Gdzie ja jeszcze znajdę taką pracę?

KOBIETA. A, o to chodzi.../ z obrzydzeniem /To prawda, w mieście trudno tyle nachapać. Kochać Pan Bulke możeto przecież przyjemne, ale tak żeby życia nie komplikować. Prawda?

MĘŻCZYZNA. Proszę nie patrzeć na mnie wilkiem. Co ja przestępca, złodziej? Jestem zwykłym człowiekiem, jak inni.

KOBIETA. Pan myśli że to wystarczy?

MĘŻCZYZNA. Jeżeli Pani jest taka dobra, to proszę wziąć psa do siebie, tylko Pani nie weźmie.

KOBIETA. Nie.

MĘŻCZYZNA. Widzi Pani jak to jest. Uczyć łatwo, każdy potrafi, a jak co do czego to od razu w tył zwrot.

KOBIETA. Tu z całego miasta przywożą psy. Nieraz do stu dziennie, to co , mam je wszystkie wziąć do siebie?

MĘŻCZYZNA. Wszystkich nie trzeba. Tylko ją! Jak człowieka błagam, co Pani szkodzi. Przecież Pani jest sama.

KOBIETA. Nie jestem sama.

MĘŻCZYZNA. Ale Pani mówiła....

KOBIETA. /przerywa /Nie jestem sama. Ze mną już mieszkają trzy psy. Na samym mięsie można zbankrutować. Gdyby nie szycie, to już bum dawno poszła z wyciągniętą ręką. Wie Pan ile ja tu zarabiam?

MĘŻCZYZNA. A może gdzie trzy tam i cztery? A na mięso /wyciąga pieniądze/ja dam, tu na początek.

KOBIETA. Czyste sumienie chce Pan kupić? /odsuwa pieniądze/Nie chcę Pana pieniędzy. Powiedziałamnie mogę. I tak nie mam już gdzie nogi postawić.

MĘŻCZYZNA. Proszę wziąć. Pieniądze może nie zawsze pomagają ale nigdy nie przeszkadzają. A po co Pani tyle psów?

KOBIETA. Po co...? Musi chociaż ktoś nad nimi się zlitować. Wyzwalam je stąd jak mogę Szukam im nowe domy, dzwonie do znajomych, staram się jak mogę. Całą służbę zorganizowałam. Jak Pan myśli, po co ja tu pracuję?

MĘŻCZYZNA. Wszystkich Pani nie uratuje.

KOBIETA. Wiem, ale trzeba chociaż coś robić.

MĘŻCZYZNA. Trzy psy, a nawet trzydzieści przecież to kropla w morzu.

KOBIETA. A Bulka też kropla? Nie warto się starać?

MĘŻCZYZNA. /nie wie co odpowiedzieć/

KOBIETA. Jedno nie dobrze, nie mogę się przyzwyczaić no, wie Pan, do przełącznika prądu.

MĘŻCZYZNA. Trzeba stąd uciekać.../ niespodziewanie dla siebie /Za mąż. Nich Pani znajdzie sobie odpowiedniego człowieka.

KOBIETA. Ma Pan kogoś na myśli?

MĘŻCZYZNA. Mogę zaproponować tylko siebie.

KOBIETA. /uśmiechając się/Dziękuję, tyle szczęścia na mnie spadło.

MĘŻCZYZNA. Ale co w tym śmiesznego? Pani sama, ja też sam. Dlaczego nie spróbować? Miała Pani męża?

KOBIETA. Miałam.

MĘŻCZYZNA. No i jak, udane było życie małżeńskie?

KOBIETA. /machnęła ręką /

MĘŻCZYZNA. Nie udało się. A winny oczywiście on?

KOBIETA. Nie, ja.

MĘŻCZYZNA. /zdziwiony/Pani? Dlaczego?Nie kochała Pani męża?

KOBIETA. Na odwrót. Bardzo kochałam, namiętnie i bezwarunkowo. Nie mogłam tą miłością się nacieszyć...../ nagle przerywa/Śmiesznie chyba to słuchać...Siedzi taka wydra w kufajce i o miłości opowiada.

MĘŻCZYZNA. Wcale, nic tu nie ma śmiesznego. A dalej co było?

KOBIETA. Nic. Taka miłość już nikomu nie jest potrzebna. Taką miłość ciężko wytrzymać.

MĘŻCZYZNA. Nie rozumiem , w czym tu Pani wina?

KOBIETA. Ja, jak Pana Bulka, jeżeli kocham to do końca, póki mnie nie zostawią albo nie zabiją. I tego samego od mężczyzny wymagam. A to już całkiem głupio. Gdzie teraz znajdziesz takiego, który by nie oszukiwał, nie zdradzał i żył tylko dla mnie? Nie, już lepiej kochać psy.

MĘŻCZYZNA. Co Pani mówi..., tak nie wolno...

KOBIETA. /gwizd czajnika/Będzie Pan pił herbatę?

MĘŻCZYZNA. Nie, dziękuję.

KOBIETA. Gorąca, mocna.

MĘŻCZYZNA. Tak naprawdę, to bardzo chętnie, tylko zobaczę jak tam Bulka. /mężczyzna wychodzi.

KOBIETA. nakrywa stół obrusem, stawia na stół filiżanki, ciastka i dżem.

MĘŻCZYZNA. wraca/

KOBIETA. I jak ona tam?

MĘŻCZYZNA. Normalnie..Tak mądrze na wszystkich patrzy...

KOBIETA. Na kogo -na wszystkich?

MĘŻCZYZNA. A tam na korytarzu kolejka już się zebrała....Siedzą ludzie, psy...

KOBIETA. /znów staje się smutna. Bierze kawałek kartki na którym czerwoną farbą napisano zamknięte i wychodzi na korytarz. Stąd od razu słychać szmer, zdenerwowane głosy, głos kobiety, szczekające psy i znów cisza.

KOBIETA. wraca/

MĘŻCZYZNA. I co ludzie? Krzyczeli?

KOBIETA. Nieważne.

MĘŻCZYZNA. Ich też można zrozumieć. Przyszli, czekali a tu przed nosem drzwi się zamykają.

KOBIETA. Przeżyją ze swoimi psami jeszcze jeden dzień./ pauza /Mozę ktoś z nich zmieni zdanie.

MĘŻCZYZNA. A jak Pani im wytłumaczyła?

KOBIETA. Ja nikomu i niczego nie muszę tłumaczyć. Zresztą./ zastanowiwszy się, wyciąga drugą kartkę z napisem -sanitarny dzień/Mogę Pana prosić żeby to powiesić?

MĘŻCZYZNA. /mężczyzna bierze kartkę i wychodzi./

KOBIETA. /zdejmuje kufajkę i zakłada sukienkę którą szyła. Wraca mężczyzna i staje jak wryty ze zdziwieniem w oczach, zaskoczony zmianą.

KOBIETA. z kolei patrzy ze zdziwieniem na mężczyznę/Co Panu jest?

MĘŻCZYZNA. Nic, to ja tak...

KOBIETA. Ludzie poszli?

MĘŻCZYZNA. Tak.

KOBIETA. Pięknie. Będziemy pili herbatkę.

MĘŻCZYZNA. /chce wziąć czajnik z rąk kobiety/Ja pomogę.

KOBIETA. Nie. Nalewać herbatę -to rola kobiety.

MĘŻCZYZNA. /z zadowoleniem pije herbatę/A Pani okazała się piękną kobietą.

KOBIETA. /trochę kokietując/A dlaczego nie mogę być piękną?

MĘŻCZYZNA. No prawda, dlaczego?

KOBIETA. A może Pan chce coś zjeść?Mam dobrą kiełbasę.

MĘŻCZYZNA. Dziękuję, nie chcę. A Bulka na pewno nie odmówi.

KOBIETA. To niech ją Pan tu przyprowadźi. Po co ma tam sama siedzieć?

MĘŻCZYZNA. /wychodzi i wraca, za nim wesoło wlatuje Bulka/Przepraszam, ale tam w korytarzu siedzi przystojny mężczyzna i pyta o Panią.

KOBIETA. Z psem?

MĘŻCZYZNA. Nie, z wąsami.

KOBIETA. A, z wąsami....Proszę , Pan usiądzie./ daję kiełbasę/

MĘŻCZYZNA. /bierze kiełbasę/Bulka, do mnie!Zobacz co my tu mamy! Bulka /podchodzi , wącha kiełbasę , oblizuję się, grzecznie odgryza kawałek i z zadowoleniem je/

MĘŻCZYZNA. Co, podoba się? Jedz, szybciej urośniesz./ daję psu kiełbasę, Bulka odgryza kawałek, z drugiego końca je mężczyzna. Jedzą z apetytem po kolei zjadają całą kiełbasę.

KOBIETA. obserwuje ich z uśmiechem na ustach./ Przepraszam, my z Bulką Pani nic nie zostawiliśmy.

KOBIETA. To nic, smacznego.

MĘŻCZYZNA. A dlaczego Pani tu siedzi?

KOBIETA. A gdzie mam być?

MĘŻCZYZNA. Na Panią /kiwa w stronę korytarza/ wąsy czekają

KOBIETA. To nic, poczekają....

MĘŻCZYZNA. A może już sobie poszedł?

KOBIETA. Jeżeli Pan jest aż tak ciekawy, to może Pan zobaczyć.

MĘŻCZYZNA. Bulka, chodź, na korytarzu zjesz. / wykorzystując kiełbasę wyprowadza Bulke za scenę, wraca sam/ Siedzi.

KOBIETA. Niech siedzi.

MĘŻCZYZNA. A dlaczego on nie wejdzie?

KOBIETA. Ja zabroniłam./ Milczą. / No dobrze, Pan zaczeka chwilkę./ wychodzi./

MĘŻCZYZNA wyjmuje papierosy ale przypomina o zakazie palenia, chowa z powrotem do kiszeni. KOBIETA wraca./

MĘŻCZYZNA. I jak?

KOBIETA. Wyprowadziłam.

MĘŻCZYZNA. Jak Bulka?

KOBIETA. /uśmiechnąwszy się/. Pilnuje drzwi.

MĘŻCZYZNA. Zastanawiam się, ale nie mogę zrozumieć, jak Pani tu trafiła?

KOBIETA. Praca jak praca.

MĘŻCZYZNA. Nie zawsze przecież Pani była katem psów? Może Pani była weterynarzem? Czy całkiem bez specjalizacji?

KOBIETA. Jestem projektantką mody....

MĘŻCZYZNA. Projektant mody -co to jest?

KOBIETA. Po prostu dobra krawcowa. Bardzo dobra. Która nie tylko szyje, ale i wymyśla stroje.

MĘŻCZYZNA. Cudowny zawód. Zawsze jest praca .

KOBIETA. A ja i pracowałam. W domu mody.

MĘŻCZYZNA. Ohooo....!

KOBIETA. Naprawdę -Oho!Wyszukane klientki, pieniądze, układy...

MĘŻCZYZNA. /ostrożnie/ I co dalej, coś się stało?

KOBIETA. Nie...Po prostu poczułam że więcej nie mogę.

MĘŻCZYZNA. Czego Pani nie mogła?

KOBIETA. Wszyscy mówili, że mam talent. Jak byłam jeszcze dziewczynką marzyłam że zrobię wszystkie kobiety pięknymi..Wymyślałam różne kreacje..A moimi klientkami zostały bogate żony i chamskie sprzedawczynie. To jak błoto. Jeszcze trochę i mnie by wciągnęło./ z lekkim niepokojem patrzy na mężczyznę/ Pana to nie interesuje?

MĘŻCZYZNA. Nie, nie, Pani mówi dalej.

KOBIETA. Było tak, że przypinam wstążkę do czyjejś olbrzymiej pupy, a sama myślę-gdzie te miłe, proste Panie które marzyłam ubierać? Ale one przecież po domach mody nie chodzą. Ciągle przyjmowałam zamówienia, rysowałam, kroiłam a przez cały czas nie dawała mi spokoju myślniemożliwe, że ja dla tego żyję?

MĘŻCZYZNA. /z zainteresowaniem patrzy na kobietę/ Pani jest dziwna.

KOBIETA. /z lekkim zdenerwowaniem/ Nienormalna?

MĘŻCZYZNA. Jeszcze nie wiem.

KOBIETA. A Pan nigdy nie zadawał sobie takiego pytania?

MĘŻCZYZNA. Ja? Nie.

KOBIETA. A Pan wie, po co Pan żyje?

MĘŻCZYZNA. Teraz już wiem jak Pani doszła do takiego życia./ Kiwa w stronę drzwi, za którymi wyją psy/

KOBIETA. To Pan doszedł. A ja być może na odwrót-podniosłam się.

MĘŻCZYZNA. Takie myśli do dobrego nie doprowadzą.

KOBIETA. Zależy kto i co nazywa dobrem.

MĘŻCZYZNA. /milczy/ No dobrze, z pracą wyjaśniliśmy. A mąż?W czym jego wina?

KOBIETA. W niczym. Po prostu był taki jak wszyscy. Wydaję mi się że to Pana ulubiony wyraz.

MĘŻCZYZNA. /z uśmiechem/A Pani potrzebuje kogoś wyjątkowego?

KOBIETA. Dla mnie ważne żeby po prostu kochał mnie, a nie pieniądze, to by wystarczyło.

MĘŻCZYZNA. To znaczy, że Pani jednego pięknego dnia, od razu zostawiła i pracę i męża i to wszystko dla....nawet nie wiem dlaczego?

KOBIETA. No nie od razu i nie jednego dnia....

MĘŻCZYZNA. -Przepraszam, mnie się wydaje że wszystkie rozterki są dlatego, że Pani nie ma partnera.

KOBIETA. /zmęczona/ Ja Panu mówię o sensie życia , a Pan mi o mężu.

MĘŻCZYZNA. Często to jedno i to samo.

KOBIETA. Pan oczywiście nie uwierzy że ja mam wielbicieli i nawet dostaje propozycje.

MĘŻCZYZNA. Na przykład jak ten z wąsami?

KOBIETA. Chociaż by.

MĘŻCZYZNA. Mocno do Pani się przyczepił?

KOBIETA. A co, Pan chcę go odczepić?

MĘŻCZYZNA. Jeżeli trzeba mogę pomóc.

KOBIETA. Nie trzeba. Sama potrafię.

MĘŻCZYZNA. To czego Pani brakuję?

KOBIETA. Problem w tym, że to wszystko nieprawdziwe...Ja przecież Panu tłumaczyłam.

MĘŻCZYZNA. A Pani chce mieć tylko prawdziwe?

KOBIETA. A jakże inaczej?

MĘŻCZYZNA. Życie trzeba przyjmować takim jakie jest. I w nim może wszystko się zdarzyć i prawdziwe i nie. No dobrze, a ode mnie czego Pani chce?

KOBIETA. /zdziwiona/Ja?

MĘŻCZYZNA. A co, tak po prostu, Pani ze mną herbatę piję?Ja w te klocki jestem dobry, mnie nie tak łatwo oszukać...Pani czegoś ode mnie chce.

KOBIETA. Nie, niczego nie chcę.

MĘŻCZYZNA. Naprawdę?

KOBIETA. Naprawdę niczego. Tylko niech Pan nie oddaje Bulki.

MĘŻCZYZNA. Obcego psa Pani szkoda?

KOBIETA. Psa też, ale bardziej Pana.

MĘŻCZYZNA. A dlaczego mnie?

KOBIETA. Odda Pan szczeniaka całkiem Pan się stoczy. Myślę że to już prawie się stało.

MĘŻCZYZNA. Dlaczego Pani mnie skreśla? To Pani się stoczyła, a u mnie wszystko w porządku. Bulki oczywiście szkoda, ale to tylko pies. Będę chciał to nową sobie kupię.

KOBIETA. /kręci głową/Nie, do Pana już nic nie dociera.

MĘŻCZYZNA. A teraz proszę mnie posłuchać. Ja tu Panią obserwuję.

KOBIETA. z Pani dobra, nawet bardzo dobra. We wszystkim, ale coś jest nie tak, i to nie jest wesołe. U mnie też nie wszystko dobrze i też czegoś brakuje, czegoś innego, ale brakuje. Bulki też nie czeka nic dobrego. Czy Pani rozumie?

KOBIETA. Nie.

MĘŻCZYZNA. Na przykład popatrzmy na lodówkę. Ma trzy części.

KOBIETA. /zaskoczona/No i co z tego?

MĘŻCZYZNA. A to, że każda cześć osobno nic nie jest warta kawał złomu, można na śmietnik wyrzucić. A razem bardzo przydatna rzecz, lodówka. Teraz Pani rozumie?

KOBIETA. Pan proponuje wyjść za Pana za mąż?

MĘŻCZYZNA. /zadowolony/ Tak, i to na poważnie, naprawdę.

KOBIETA. Nie. Dziękuję.

MĘŻCZYZNA. Nie bój się, nie będziesz żałować. Z pracy tej okropnej odejdziesz. Kufajkę twoją okropna spalimy. A chcesz, wcale nie musisz pracować, mam dosyć pieniędzy starczy na wszystko. Ubiorę cię ja lalkę.

KOBIETA. Rozmawiałam z tobą, rozmawiałam, ale wszystko bez sensu. Nic nie zrozumiałeś.

MĘŻCZYZNA. /kontynuuje swój temat/ Jestem pracowity, nie taki zły, uległy, będziesz jak pączek w maśle...

KOBIETA. A gdzie będziemy mieszkać?

MĘŻCZYZNA. Można u mnie. Dom zrobiłem super!Meble z Łotwy przywiozłem, dywany z Turkmeni. Telewizor współczesny, nie będziesz się nudzić, o domku letniskowym myślę. No to jak, zgadzasz się? Od razu możesz się wprowadzić.

KOBIETA. Z czterema psami?

MĘŻCZYZNA. No, cztery, to trochę za dużo. Wystarczy jedna Bulka.

KOBIETA. /uparcie/A z tymi co zrobimy? Tu oddamy żeby nie przeszkadzały?

MĘŻCZYZNA. No nie wiem...

KOBIETA. /sucho/ Ja też nie wiem.

MĘŻCZYZNA. Nie upieraj się. Jakoś to będzie. Możesz nie wierzyć, ale ty mi się spodobałaś od pierwszego wejrzenia, naprawdę.

KOBIETA. Ale ty mnie nie. I też od pierwszego wejrzenia.

MĘŻCZYZNA. A to dlaczego?

KOBIETA. A dlatego, że dobry człowiek z takim szczeniakiem tu by nie przyszedł.

MĘŻCZYZNA. /gorąco/ A u mnie wyjątkowa sytuacja.

KOBIETA. /bez szacunku/ Ciekawe jaka?

MĘŻCZYZNA. Ty przecież wiesz. Ja sam przeżywam.

KOBIETA. Biedny.

MĘŻCZYZNA. Przestań. I tak mi z tym źle, a ty tu zaczynasz..U mnie, droższego od Bulki, nikogo nie ma. Ja za nią wszystko oddam...

KOBIETA. /jadowicie/ Na przykład co? Trzydzieści monet mi wciśniesz? Czy nawet sto? A trzysta już będzie szkoda, bo za nie można drugiego szczeniaka kupić, co?

MĘŻCZYZNA. /ze zgrozą/ Przestań. Przestań mówię, bo ja za siebie nie odpowiadam. Jestem człowiekiem wybuchowym /ściska pięść/ i mogę uderzyć...

KOBIETA. Uderz, jeżeli potrafisz!No dawaj, bij!Tylko powiedz na jakie ofiary jesteś gotowy? Na jakie? /krzyczy/Na co cię stać? Co możesz poświęcić? Co?

MĘŻCZYZNA. /cofa się / Tfu, wiedźma!

KOBIETA. /niespodziewanie cicho/Ty, gotowy na wszystko, posłuchaj co ci powiem. Ja też miałam psa. Dawno temu. Kiedy wychodziłam do pracy, to zastawiałam ją na balkonie. Tam jej było weselej. Pewnego razu ona zobaczyła z góry jak ja biegnę na autobus, ale jej się wydało ze mnie ktoś goni. Zaczęła szczekać żeby mnie uprzedzić, ale ja nie usłyszałam. I wtedy ona skoczyła z piątego piętra żeby mnie ratować...

MĘŻCZYZNA. Zginęła?

KOBIETA. Jasne że tak. Ale jeszcze przez jakiś czas żyła, i dopóki oddychała pełzła za mną żeby pomóc, uratować. Jeszcze pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt metrów. A ja niczego nie słyszałam, wskoczyłam do autobusu i odjechałam .Potem sąsiedzi mi o wszystkim powiedzieli. / uśmiechnąwszy się/ A ty, umierając, będziesz pełzł do mnie?

MĘŻCZYZNA. A ja tu do czego?

KOBIETA. I prawda, do czego ty tu /kręci głową/ A jeszcze chce żebym za niego za mąż wyszła... /mówi jakby do siebie/ Żona na niego czekała, dzieci za ojcem tęskniły, a on nie wiedział o czym z nimi przez telefon rozmawiać. Nawet nie pamięta do jakiej klasy córka chodzi. Tylko zdobycz do nory ciągnie./ z pogardą / Przywódca zgrai.

MĘŻCZYZNA. Dobra już. Myślisz że mnie się podoba takie życie?

KOBIETA. Oczywiście. Sam mówiłeś że się podoba. A co? Ni rodziny, ni obowiązków, ni domowej nudy. Siedź z kolegami, graj w domino, pij wódkę w wagonie ile wlezie, baby na każdej stacji czekają. Naprawdę sanatorium na kółkach.

MĘŻCZYZNA. To już przesadzasz. Wódka nieraz była, przed kolegami się nie schowasz, ale baby nie czego nie było, tego nie było.

KOBIETA. A, zapomniałam, przecież na stacjach nie do kobiet. Biznes trzeba rozkręcać rybę sprzedać, mięso na owoce wymienić. Masz to we krwi. Teraz psa chcesz wymienić. Tylko na co? Na swoje wilcze życie?

MĘŻCZYZNA. Źle mówisz! To, nie tak! A co do rodziny, to żona wszystkiemu jest winna, tylko ona ! Dlaczego mi nie wierzysz?

KOBIETA. Ja bym uwierzyła, gdybyś tu szczeniaka nie przeprowadził. A już twoja Bulka, w niczym nie może być winna.

MĘŻCZYZNA. /milczy/

KOBIETA. Lubisz się nad sobą, rozczulać: ach jaki ja jestem dobry, pieska mi szkoda... Wszyscy jesteśmy dobrzy dopóki nas to nic nie kosztuje. A tak naprawdę nie potrafimy nikogo kochać! Nawet żeby nas kochano, też nam nie zależy. Po co sobie komplikować życie? Przecież bez miłości jest o wiele prościej.

MĘŻCZYZNA. Innym wytykać każdy potrafi. A ty popatrz na siebie w czym ty jesteś lepsza ode mnie? Ja, jak ty mówisz , nie potrafię kochać...A ty sama, potrafisz?

KOBIETA. /z lodowatą pogardą/ Nie bój się, potrafię.

MĘŻCZYZNA. Tylko kogo? /gorączkowo krzyczy/ Psy! Psy, a nie ludzi! Dlatego, że sama jesteś jak pies! A ludzi nienawidzisz.

KOBIETA. Z czego to wywnioskowałeś?

MĘŻCZYZNA. Z tego! No przynajmniej nie lubisz.

KOBIETA. To zależy jakich ludzi.

MĘŻCZYZNA. Wszystkich! W pracy mówiłaś, że wszyscy cię drażnili. Mąż o ciebie dbał, a ty go zostawiłaś. Mnie, jak tylko tu wszedłem-znienawidziłaś. Ty na siebie w lustro popatrz -mało co nie gryziesz.

KOBIETA. A ty chcesz żebym ja każdego , kogo nie spotkam, lubiła?

MĘŻCZYZNA. No tak, ja wiem ty szukasz prawdziwego. Ty potrzebujesz wielkiej miłości. Jak w kinie. Ale idealnego pokochać łatwo, a ty mnie pokochaj, zwykłego, prostego faceta ze wszystkimi chorobami i wadami! Zwykłych to ty i nie potrafisz kochać, nie umiesz. Poszłaś psy zabijać, zamknęłaś się w czterech ścianach, odgrodziłaś się od świata i tęsknisz za prawdą, za dobrem. Czy w tym jest sens życia?

KOBIETA. A ty powiedz, za co cię możną pokochać?

MĘŻCZYZNA. /znów wybuchając złością/ Za nic! Tak po prostu!Za to że ja to ja. Przecież Bulka mnie kocha i nie pyta za co?

KOBIETA. I czym ty jej płacisz?

MĘŻCZYZNA. /milczy/

KOBIETA. Zaproponowałeś mi u ciebie zamieszkać. A sam dalej będziesz po pół roku w trasie? No a dla mnie telewizor zostawisz, żeby było weselej. A jeżeli mimo wszystko zatęsknię albo zachoruję ? Też mnie na mięsno -kostną mączkę oddasz, żebym nie przeszkadzała?

MĘŻCZYZNA. /milczy/

KOBIETA. Ja wcale nie potrzebuję idealnego mężczyzny. Ja potrzebuje miłości. Czy ty mi ją dasz? /kręci głową/Nie. Ty nawet mojej miłości nie weźmiesz. Ty przecież musisz mieć tak jak wygodniej. A ja tak nie mogę./ smutno uśmiecha się/Pies, nich będzie pies, taka już jestem. /milczy/ No dobrze, nagadaliśmy się wystarczająco./ siada, przysuwa do siebie zeszyt rejestracji/ Oddaje Pan psa?

MĘŻCZYZNA. Posłuchaj...

KOBIETA. Powiedziałam starczy! Oddaje Pan psa?

MĘŻCZYZNA. /zastanawiając się, wściekle/Nie!Nigdy! /wychodzi trzasnąwszy drzwiami/

Kobieta wzdycha a za chwilę się uśmiecha .Zamyka zeszyt, sprząta ze stołu, wynosi wszystko za drzwi i wraca. Z jej twarzy nie schodzi uśmiech.

Kobieta już chce wyjść do domu, ale w tym momencie wraca mężczyzna z zadowoloną Bulką na smyczy. Kobieta. wzrokiem pyta mężczyznę dlaczego wrócił? /

MĘŻCZYZNA. Przepraszam, to znowu ja. Odwiązałem Bulke, i sobie myślę, dokąd ja z nią pójdę?

KOBIETA. Jak dokąd? Do domu.

MĘŻCZYZNA. Jasne że do domu, ale... no...

KOBIETA. Co?

MĘŻCZYZNA. No jutro jadę w rejs.

KOBIETA. /siada bez sil na ławkę/

MĘŻCZYZNA. /mówi nie patrząc w stronę kobiety/Nawet nie jutro, a dziś w nocy.

KOBIETA. /zmieszana/No dobrze...Póki co weźmę ją do siebie do domu, a kiedy Pan wróci coś wymyślimy.

MĘŻCZYZNA. Nie. Nie trzeba.

KOBIETA. Dlaczego?

MĘŻCZYZNA. Tak. Może i można coś wymyślić...

KOBIETA. No to jak?

MĘŻCZYZNA. A no... Nie chcę.

KOBIETA. Dlaczego?

MĘŻCZYZNA. Nie chcę i koniec.

KOBIETA. Tak po prostu, bez powodu?

MĘŻCZYZNA. Wcześniej wszystko było w porządku...A teraz wszystko poszło nie tak. Z siostrą się pokłóciłem, z sąsiadami nie rozmawiam, na kierownika patrzeć mi się nie chcę, z brygadą jestem na noże....

KOBIETA. Nie trzeba się nakręcać. Wszystko będzie dobrze, jakoś się uspokoi...

MĘŻCZYZNA. Nie uspokoi się. Oni może i tak , no ja... no mnie.....

KOBIETA. Chcesz zapalić?

MĘŻCZYZNA. Nie. Zrozum.....Czułem się w tym życiu jak ryba w wodzie, a teraz ...Wszystko mi obrzydło...I te rejsy i brygada.... I ten dom pełny a jednocześnie pusty....

KOBIETA. No to co?

MĘŻCZYZNA. Nic. Co ty mnie pytasz?W duszę chcesz zajrzeć?

KOBIETA. Ja chcę zrozumieć...

MĘŻCZYZNA. Po co ci to?

KOBIETA. /milczy i patrzy na mężczyznę/

MĘŻCZYZNA. Nie patrz tak!

KOBIETA. Co się z tobą dzieje?

MĘŻCZYZNA. Nie wiem. Boję się. Jeszcze sam katem zostanę, a tego nie chcę.

KOBIETA. Z powrotem chcesz, do swojej zgrai.

MĘŻCZYZNA. To już moja sprawa. /cicho , ale uparcie/ No to ja ją zostawię tutaj.

KOBIETA. /szorstko/Dziś już za późno. Proszę przyjść jutro.

MĘŻCZYZNA. -Nie mogę. Mnie jutro już nie będzie w mieście.

KOBIETA. A ja na dziś skończyłam pracę.

MĘŻCZYZNA. Jeszcze piętnaście minut.

KOBIETA. /bierze zeszyt otwiera go i znów zamyka/ Nie, dziś nie wezmę.

MĘŻCZYZNA. Dlaczego?

KOBIETA. /milczy/

MĘŻCZYZNA. W końcu Pani nie ma prawa odmówić.

KOBIETA. /triumfująco/ Pana pies nie jest zarejestrowany, a lecznica już zamknięta. Bez dowodu wpłaty nie mogę przyjąć.

MĘŻCZYZNA. A ja zarejestrowałem. Proszę./ daje kwitek/

KOBIETA. Kiedy Pan zdążył?

MĘŻCZYZNA. Jeszcze za pierwszym razem, jak wychodziłem. Przecież Pani sama krzyczała żeby zarejestrować.

KOBIETA. /smutnym głosem/ No cóż. Proszę zostawić psa i iść.

MĘŻCZYZNA. Trzeba podpisać, czy jeszcze coś?

KOBIETA. Nie.

MĘŻCZYZNA. /wyciąga pieniądze/ Ile za to mam zapłacić?

KOBIETA. Nic. Robimy to bezpłatnie.

MĘŻCZYZNA. /bierze psa na ręce i przytula do siebie/No, Bulka, przepraszam.../ pies lgnie do właściciela, ten ledwie co nie plącze/ Wybacz , Bulka...Ja.../ ostrożnie stawi psa na podłogę i wyciera oczy rękawem/

KOBIETA. Dobrze, już, wystarczy.../ woła psa/Bulka, chodź do mnie./ Bulka cofa się wystraszona/ Bulka. /pies wtula się w nogi właściciela/

MĘŻCZYZNA. /głaszcze psa/ Nie bój się, Bulka. /kobiecie/Proszę z nią ostrożnie, dobrze? Żeby nie bolało. To taka miła istota...

KOBIETA. /ze złością/Idź już Pan w końcu! /znów słychać wycie psów.

MĘŻCZYZNA. wstrząśnięty/

MĘŻCZYZNA. Dlaczego one przez cały czas wyją?

KOBIETA. /wściekle/ Jak dlaczego? Dziecko niewinne, zrozumieć nie może! Dlaczego? Dlatego, że ich właściciel porzucił. Dlatego że im smutno, zimno i straszno! Dlatego, że chcą jeść i nie chcą umierać!I ty zawyjesz , kiedy ciebie przeprowadzą zabić!

MĘŻCZYZNA. Przecież one nic nie rozumieją....

KOBIETA. Nie rozumieją, a jakże!One wszystko rozumieją!One jak ludzie!One są lepsze od ludzi! Czy twoja Bulka porzuciła by ciebie dla kawałka tłustego mięsa?Czy wysłała by cię na śmierć tylko dla swojej wygody?Ona swojego życia nie pożałuje dla ciebie... A ty.... /Kobieta bierze z krzesła męską kurtkę, rzuca się na mężczyznę i biję go kurtką po głowie.

Mężczyzna słabo się broni. Pies rzuca się właścicielowi na pomoc starając się złapać kobietę za rękę, skacze, łapie za sukienkę i ciągnie w bok.

Kobieta nie zwraca uwagi na psa i atakuje dalej./ Ty nie psa duszę swoją gubisz!Ja bym szybszej sama się zabiła. Idź precz, precz stąd! /wypycha mężczyznę za drzwi i wyrzuca kurtkę. Ciężko oddycha, wraca na swoje miejsce przy stole/ Bulka nie zauważa w trakcie walki zniknięcia Pana , nerwowo ogląda się i wącha pokój. Podchodzi do drzwi i drapie/

KOBIETA. /nie może uwierzyć w to co się stało, powtarza zdziwiona/ Nie do wiary, odszedł...tak po prostu... odszedł ?

 

Z-za ściany słychać wycie psów brzmiący jak requiem. Kobieta ciężko wzdycha, bierze kwitek zostawiony przez mężczyznę , otwiera zeszyt i stawia tam krzyżyk. Potem zakłada rękawice , otwiera wewnętrzne drzwi i od razu słychać ze zdwojoną silą przerażające wycie psów czekających na wyrok śmierci. Kobieta podchodzi do Bulki, ta ze strachu wciska się w podłogę.

Kobieta bierze smycz i ciągnie psa do wewnętrznego pokoju. Pies się opiera.

No, Bulka, chodź! No chodźże! Nic nie zrobisz-tak trzeba!

/Kobieta ciągnie z całej siły. Szczeniak opiera się wszystkimi łapami, ale jest zbyt mały żeby sprzeciwić się .

Kobieta przyciąga Bulkę prawie do czarnego wyjścia, ale patrząc na nią niespodziewanie puszcza smycz i siada obok psa na podłodze. Bulka nieśmiało podchodzi do kobiety, liże ją w policzek i siadła o bok.